Za niecały miesiąc wybieram się do Polski, żeby podpisać nową umowę z bankiem. Będą to moje pierwsze odwiedziny od czasu przeprowadzki do Tajlandii, czyli od września 2016 roku.

Jeśli śledzisz moje teksty to wiesz, że w poprzednim roku nie układało mi się tutaj zbyt dobrze, a na mojej drodze stanęło mnóstwo problemów. Czy zatem pojawiło się we mnie jakiekolwiek zwątpienie i chęć powrotu do Ojczyzny? Otóż odpowiedź na to pytanie jest zaskakująco prosta – nie, nie pojawiło się takie zwątpienie.

Decyzja o przeprowadzce do Tajlandii chodziła za mną od mojej pierwszej wizyty tutaj, czyli od 2013 roku i była w pełni świadoma i przemyślana. Chciałem podjąć się zupełnie nowego wyzwania i postawiłem wszystko na jedną kartę. W pewnym sensie mi się to opłaciło, a w innym już niekoniecznie, ale nigdy nie żałowałem, że spróbowałem. Oczywiście po drodze popełniłem wszystkie możliwe błędy, niejednokrotnie byłem bliski płaczu, zwątpienia i poddania się, ale jednak odnajdowałem w sobie tę kolejną odrobinę motywacji i sił, żeby jednak brnąć dalej. Z błędów wyciągnąłem wnioski i masę doświadczenia i mam nadzieję, że przełoży się to na moją najbliższą przyszłość tutaj. O Polsce w tych trudnych sytuacjach nie zdarzyło mi się pomyśleć ani razu.

Rodzina

Zupełnie inaczej ma się to do rodziny. W ciężkich chwilach to właśnie rodzina i przyjaciele to pierwsze, co przychodzi Ci na myśl i rozłąka z nimi jest chyba najtrudniejszym elementem wyjazdu do tak odległego kraju. Po jakimś czasie człowiek przyzwyczaja się, ale ciągle z tyłu głowy ma jednak fakt, że już nie można wpaść do rodziców, czy babci na weekend. Nie można wyskoczyć z najlepszym przyjacielem na piwo, a kontakt ogranicza się jedynie do rozmów na Facebooku, czy Skype. Nawet przy mojej najbliższej wizycie będę miał zaledwie kilka dni na spotkanie się ze wszystkimi, a później czeka mnie powrót do moich obowiązków w Tajlandii. Niestety takie jest życie, a moje szalone pomysły zaprowadziły mnie na drugi koniec świata, czego następstwem są takie poświęcenia.

To że nie tęsknie za Polską nie znaczy oczywiście, że niczego mi tutaj nie brakuje, a takich rzeczy jest całkiem dużo.

Atmosfera świąteczna

Jestem ateistą i nie obchodzę świąt, jednak ten okres zawsze kojarzył mi się z kilkoma dniami wytchnienia i odcięcia się od świata. Kiedy za oknem masz palmy, słońce i 30 stopni, to niestety nie ma jak uświadczyć atmosfery, która towarzyszyła mi przez wiele lat mojego życia.

Ruch prawostronny

Przez prawie całą dorosłość poruszałem się po Polsce samochodem i od czasu kiedy przyjechałem do Tajlandii niestety nie mogę przyzwyczaić się do ruchu lewostronnego. Może nie jest to zbyt dobre określenie, bo przyzwyczaić się oczywiście musiałem, jednak ciągle odczuwam spory dyskomfort z tym związany. Jazda skuterem nie sprawia mi już wielkiej różnicy, jednak jeżdżenie samochodem już tak. Nie lubię siedzieć po prawej stronie jako kierowca, nie lubię jeździć lewą stroną i chyba już mi tak zostanie. Ruch prawostronny zawsze był dla mnie bardziej intuicyjny. Dodaj do tego Azjatów, którzy jeżdżą jak idioci i zdecydowanie bardziej wolałem jazdę i przestrzeganie przepisów w Polsce.

Jedzenie

Bardzo lubię gotować, więc na pewno brakuje mi sporo produktów spożywczych. W Tajlandii ciężko o wiele warzyw, czy ziół, śmietana jest droga i słabej jakości, tak samo z twarogiem, czy jogurtami. Jeśli chodzi o wędliny i sery, to jako restauracja mamy do nich duży dostęp, jednak są to w dużej większości produkty włoskie, a czasami mam ochotę na tradycyjne, polskie wyroby. Brakuje oczywiście wielu owoców, soków, brakuje mi nawet energy drinków dostępnych na polskim rynku. Z chęcią zjadłbym też dobry żurek, ale niestety nie słyszałem jeszcze o restauracji z polskim jedzeniem w Tajlandii. Może w przyszłości warto będzie to zmienić?

Allegro

Większość produktów, których używasz na co dzień produkuje się w Azji i teraz śmieszna sprawa, bo bardzo wiele z nich taniej kupisz w Polsce, a nie w Tajlandii. Zdecydowanie większy jest też wybór i dostępność, bardzo brakuje mi zamawiania każdej pierdoły, którą tylko mógłbym sobie wyobrazić z Allegro. Tajskim odpowiednikiem jest Lazada i wydaje się, że z upływem czasu znajduje się na niej coraz więcej produktów, jednak daleko im ciągle do Allegro.

 

Kosmetyki

Również kosmetyki w Tajlandii bywają droższe. Najbardziej jednak brakuje mi szerokiego i taniego dostępu do perfum, jaki miałem w Polsce. Tajlandia ma bardzo duże podatki i cło na dobra luksusowe, znam bardzo niewiele stron, z których można zamawiać perfumy w Internecie, a jeszcze mniej z nich rzetelnych, sprawdzonych i z dobrymi cenami.

Wiosna

To już chyba dość oklepany temat, ale rzeczywiście lato przez 365 dni w roku potrafi zmęczyć. Brakuje mi orzeźwiającej, polskiej wiosny i jej zapachów. Wydłużających się dni i tej radosnej atmosfery, która towarzyszy całemu procesowi.

Dobre wino

Dobrej jakości wino to w Tajlandii dobro luksusowe, dlatego rzadko sobie na nie pozwalam. Brakuje mi tego, że w Polsce mogłem kupić butelkę całkiem niezłego wina za 30 zł. W Tajlandii taka sama przyjemność kosztowałaby mnie ze 3 razy tyle. Kolejny raz winę za to ponoszą podatki i cło.

 

Wybór innych alkoholi

Tak samo ma się to do piwa, czy innych alkoholi. Piwo craftowe kosztuje tutaj kosmiczne pieniądze, a na półkach sklepów królują Singha, Chang i Tiger, czyli takie nasze Tyskie, Żubr, czy Żywiec, słowem same sikacze. Zapomnij o piwach ciemnych, pszenicznych, miodowych, które znajdziesz u nas w pierwszej lepszej Żabce. Zapomnij o szerokim wyborze wódek, whisky, czy koniaków, po raz kolejny znajdziesz tylko te najpopularniejsze marki, a o trunki niszowe bardzo ciężko.

Bezpośredniość ludzi

Tajowie z reguły są bardzo mili i pomocni, ale czasem brak u nich umiejętności powiedzenia tego, co naprawdę myślą. Czasem chciałbym, żeby ktoś po prostu mi wygarnął i mnie skrytykował, zamiast owijać w bawełnę i kombinować jak powiedzieć coś, żeby mnie nie urazić.

Ubrania w dużych rozmiarach

Biorąc pod uwagę, że XXL w Tajlandii to takie nasze L mam spory problem ze znalezieniem ciuchów dla siebie. Ze względu na to, że jestem dość sporych rozmiarów już w większości sklepów w Polsce ubierałem się w XL, więc tutaj muszę naprawdę mocno się nagimnastykować, żeby odnaleźć ciuchy dla siebie. Na szczęście nie jest to niemożliwe.

Jak widzisz lista rzeczy, których brakuje mi w Tajlandii nie jest jakaś straszna i przez większość czasu żyje mi się bez tego wszystkiego całkiem dobrze i spokojnie. Nie taka emigracja straszna, jak ją malują.

 

Źródło grafiki: https://tinyurl.com/yctthc2z

Menu