Tytuł tekstu nieco na wyrost, bo tak naprawdę dotyczy Tajlandii. Miałem okazję pracować tylko z Tajami i Birmańczykami, ale myślę że większość kultur azjatyckich jest do siebie na tyle zbliżona, że tekst będzie dotyczył również innych nacji, przynajmniej częściowo. Jeśli czytasz moje wpisy, to wiesz że pracę z Azjatami uważam za najtrudniejszy element prowadzenia biznesu w Tajlandii. Jak to wygląda od kuchni i czy jest jakaś złota recepta? Jak pracować z Azjatami?

Zatrudnianie

Najpierw opowiem jak zazwyczaj wygląda proces rekrutacyjny w mojej restauracji. W miejscach turystycznych (do których należy większość dużych wysp) rotacja ludzi jest na tyle ogromna, że najlepszym rozwiązaniem jest szukanie pracowników poprzez Facebooka. Dokładniej mówiąc poprzez grupy, w których ludzie pracę oferują lub jej szukają. Na Koh Samui takie grupy są dwie. Pierwsza z nich to niecałe 20 000 osób i większość ogłoszeń zamieszcza się w języku angielskim. Na początku korzystałem jedynie z tej grupy, dość łatwo znaleźć na niej Birmańczyków, bardzo ciężko jednak o Tajów. Z czasem przyszło więcej doświadczenia i dowiedziałem się o kolejnej grupie, gdzie jest już 40 000 osób i zdecydowana większość ogłoszeń pisana jest w języku tajskim. Jako że moja znajomość tajskiego pisma jest zerowa to muszę prosić mojego znajomego o pomoc, jednak ogłoszenie w języku tajskim + angielskim ma już znacznie większą siłę rażenia i można znaleźć również dobrze pracujących Tajów. W ogłoszeniu umieszczam nazwę restauracji, lokalizację, stanowisko, widełki zarobków, wymagane umiejętności, zakres godzin pracy, dodatkowe bonusy (napiwki + darmowe jedzenie) i pozostawiam kontakt do siebie.

Rozmowa kwalifikacyjna

To chyba najzabawniejsza część procesu rekrutacyjnego. Po wrzuceniu ogłoszenia najczęściej otrzymuję kilka zapytań poprzez Facebooka i kilka telefonów. Zdarzają się normalne rozmowy, ale tak samo często zdarzają się też totalnie popieprzone sytuacje. Przykład? Dzwoni do mnie chłopak i pyta, czy ciągle oferuję pracę, ja odpowiadam że tak i zapraszam do siebie na wskazaną przeze mnie godzinę. Pierwsze pytanie jakie zawsze otrzymasz od kandydata w Azji południowo-wschodniej będzie brzmiało where your restaurant? (wymowa oryginalna). Za pierwszym razem zdziwiłem się, że ktoś nie chce zadać sobie trudu odnalezienia mojego miejsca na Google, Facebooku, TripAdvisorze, czy w jakimkolwiek serwisie oferującym mapy. Dziwne prawda? To wsiądź do jakiejkolwiek taksówki w Tajlandii i przekonasz się, że taksówkarze również nie mają pojęcia o technologii jaką jest nawigacja. Po kilkudziesięciu sekundach tłumaczenia i wyznaczeniu 2-3 punktów orientacyjnych, zadowolony z siebie kandydat potwierdza swoje przybycie.

W dzień rozmowy zamiast jednej osoby pojawiają się trzy. Spóźnione o jakieś 15 minut. Podchodzi do Ciebie chłopak, który wcześniej oferował swoje usługi przez telefon i przedstawia dwie dziewczyny. Mówi, że jedna to jego siostra, a druga żona i obie szukają pracy. Kiedy pytam czy on nie szuka pracy, dowiaduję się że nie, bo już ma. Ale że one też są dobre. No więc pytam jednej, czy pracowała w jakiejś europejskiej restauracji, odpowiada mi jej mąż. Pytam go, czy to z nim mam rozmawiać, skoro nawet nie będzie tu pracował? Wracam do dziewczyny, zadaję inne pytanie, znowu odpowiada facet… Pomyślisz sobie, że to pewnie wyjątkowa sytuacja, otóż nie, takie coś zdarza się notorycznie. Na początku starałem się jeszcze przez to brnąć, teraz kiedy widzę, że zamiast jednej osoby pojawiają się dwie lub trzy, a ktoś kto nie ma nawet zamiaru u mnie pracować odpowiada na moje pytania, to po prostu dziękuję za przybycie i wracam do swoich zajęć.

Kolejny WTF to typ Azjaty nazywany przeze mnie kierownikiem. Jeden z moich pierwszych pracowników należał do tej grupy. Wybrałem go tylko ze względu na to, że dobrze mówił po angielsku i tak naprawdę to jeszcze niezbyt wiedziałem co robię. Teraz kierownika wyczuwam już podczas pierwszych 30 sekund rozmowy. Otóż owy kierownik będzie uważał się za najlepszego specjalistę od wszystkiego, nie umiejąc tak naprawdę kompletnie nic. Kierownik zawsze przynosi ze sobą gówno warte referencje z jakiegoś hotelu, które mówią o tym, że tam pracował i dostawał wypłatę. I w zasadzie to tyle, czasem jakaś wzmianka o tym, że współpraca układała się dobrze (pewnie podpisali to tylko dlatego, żeby się go pozbyć) i że rozstali się w zgodzie. Kierownik najpierw zacznie od dyrygowania całym Twoim personelem, przy czym sam nie będzie robił nic pożytecznego. Kiedy już poczuje moc to zacznie zwracać uwagę również Tobie i zaproponuje Ci wprowadzenie zupełnie nietrzymających się kupy pozycji do menu, bo „w jego dawnym miejscu coś takiego sprzedawali”. Będzie wyskakiwał z jakimiś głupimi pomysłami na promocję, które popularne były w latach 90-tych i po pierwszym tygodniu zaczniesz zastanawiać się jak najdelikatniej zakomunikować kierownikowi, żeby się wynosił i nigdy nie wracał.

Trzeci typ też doskonale odzwierciedla tutejszą kulturę. Przychodzi na rozmowę kwalifikacyjną, przez 10 minut wychwala swoje atuty, opowiada o swoim doświadczeniu, całkiem nieźle mówi po angielsku, robi niezłe wrażenie. Umawiam się z nim na dzień próbny jutro o 13:00 i tyle go widziałem. Ani SMSa, ani telefonu, kompletnie nic. Po prostu totalna zlewka.

Po przebrnięciu przez różne, niesłychane historie w końcu udaje Ci się odnaleźć tę odpowiednią osobę, którą chcesz zatrudnić. Co dalej?

Początek współpracy

Najpierw oferujesz tej osobie jeden dzień próbny. Przychodzi na cały dzień pracy i pod koniec tego dnia obopólnie stwierdzacie, czy chcecie współpracę kontynuować. Jeśli nie, płacisz za ten jeden dzień i w zasadzie to tyle. Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości lub cokolwiek Ci się nie podoba, nawet się nie zastanawiaj i po prostu podziękuj za współpracę.

Jeśli wszystko gra to czas ustalić warunki. Umawiacie się na konkretne pieniądze (pierwsza wypłata może być sporo niższa, niż zarobki docelowe ze względu na to, że musisz swój nowy narybek przygotować do pracy i nie będzie jeszcze zbytnio przydatny).

Warto ustalić również inne warunki gry, ja na przykład mówię, że jeśli ktoś chce odejść, to muszę o tym wiedzieć z 2-tygodniowym wyprzedzeniem, w innym wypadku nie wypłacam wynagrodzenia.

Ustalacie dni wolne, a jako że w większości krajów azjatyckich pracuje się 6 dni w tygodniu, to grafik nie będzie raczej skomplikowaną sprawą. Spóźnienia = kary finansowe, jeśli pracownik ma zamiar nie przyjść do pracy to muszę wiedzieć przynajmniej kilka godzin przed otwarciem restauracji itp. Przydzielasz konkretne zadania i obowiązki (ja w swojej kuchni mam również listę rzeczy, których pilnować muszą zarówno pomocnicy kuchenni, jak i kelnerzy).

Musisz jasno dać do zrozumienia, że jesteś szefem i Ty tu rządzisz, jednocześnie pokazując, że dobrą pracę wynagradzasz i starasz się pomóc w każdej sytuacji w miarę możliwości. CDN

 

Źródło grafiki: https://tinyurl.com/ybp6ty5q

Menu