Zdecydowana większość moich klientów to Europejczycy. Jeśli wybierać kontynentami, to w następnej kolejności byłoby to Ameryka Północna i Australia. Coraz więcej jednak pojawia się klientów ze wszystkich stron Azji, co z jednej strony bardzo mnie cieszy, a z drugiej przysparza kilku problemów. Jak zatem klienci z całego świata odnajdują się w mojej restauracji, a jak radzę sobie z nimi ja?

Francja

Francuzi to zdecydowanie moi ulubieni klienci. Nie dość, że nigdy nie mają problemów i zawsze bardzo im smakuje nasze jedzenie, to na dodatek potrafią docenić, kiedy robimy coś w inny, oryginalny sposób. Przed otwarciem restauracji obawiałem się gości z Francji, ze względu na ich bogatą kulturę jedzenia i poziom gastronomii, okazało się, że zupełnie bezpodstawnie. Bardzo pozytywne zaskoczenie.

Niemcy

Niemcy potrafią być marudni i upierdliwi. Potrafią też być całkowicie wyluzowani i bardzo w porządku. Na szczęście tych drugich bywa znacznie więcej.

Włochy

Włosi są zazwyczaj bardzo dobrymi klientami, jednak jednocześnie bardzo zadufanymi w sobie. Zawsze pytają o pochodzenie kawy, serów, czy wina. Jeśli tylko nie mielibyśmy włoskich produktów, to od razu dostalibyśmy długi wykład i kilkanaście sugestii co powinno znaleźć się w menu. Na szczęście zazwyczaj jesteśmy na nich przygotowani.

Wielka Brytania

Brytyjczykom raczej niezbyt trudno dogodzić, bo i też ich kultura jedzenia nie jest zbyt bogata. Mamy bardzo dużo młodych klientów z Wielkiej Brytanii i najczęściej zostawiają po sobie bardzo dobre wrażenie.

Chiny

Nowa potęga turystyczna w Tajlandii i kolejna narodowość, która należy do moich ulubionych. Chińczycy potrafią być świetnymi klientami, wydają sporo pieniędzy, czasem zamawiają po kilka pozycji, żeby tylko spróbować. Musieliśmy nauczyć się pracy z nimi i delikatnego dostosowywania menu, ale zdecydowanie nam się to opłaciło. Mam nadzieję, że będę miał okazję pracować z nimi więcej.

Skandynawia

W szczególności Szwedzi i Norwegowie. Przyjeżdżając do Tajlandii w życiu nie spodziewałbym się, że to ze Szwedami, czy Norwegami będziemy mieli najwięcej kłopotów. Bardzo często coś im nie pasuje, a jeszcze większy problem polega na tym, że rzadko o tym mówią. Zdarzyło mi się kilka sytuacji, w których podchodziłem do stolika i pytałem, czy wszystko smakuje, w odpowiedzi dostawałem zachowawcze „it’s good”, a na drugi dzień słabą recenzję na TripAdvisor. Taka kultura, Skandynawowie nie są niestety zbyt wylewni, a ja nie mogę ich zaliczyć do ulubionych klientów.

Rosja

Z Rosjanami bywa bardzo różnie, a spektrum ich kultury i zachowania jest naprawdę bardzo szerokie. Ciężko odczytać, czy są zadowoleni z jedzenia i czy wszystko im pasuje. Kiedy uda się w końcu przebić przez te ich kamienne twarze, to najczęściej kończy się przyjacielską pogawędką. Co ciekawe Rosjanie ogólnie słabo mówią po angielsku i często w Tajlandii dochodzi do komicznych sytuacji, kiedy to kelner zastanawia się co to znaczy „da”, „szto”, czy inna „sabaka”. No ale Rosja to przecież stan umysłu 🙂

Stany Zjednoczone

Tutaj oczywiście zależy od tego, skąd dokładnie pochodzą. Ludzie z zachodniego wybrzeża są zazwyczaj uprzejmi, rozgadani i przyjaźni, a Nowojorczycy uważają się za najlepszych na świecie. Ze wszystkimi jednak da się nawiązać nić porozumienia i też nie miewamy raczej większych problemów.

Japonia

Zdecydowanie najbardziej szaleni klienci. Mieliśmy kiedyś grupę 20 Japończyków, którzy jedli u nas kolację przed wieczorem kawalerskim i to co się tam działo, przechodziło ludzie pojęcie. Mieli ze sobą jakiegoś słynnego japońskiego komika, który przy innych klientach na spokojnie prowadził sobie stand-up i wszyscy sikali ze śmiechu. Bardzo duża różnica kulturowa, Japończycy nie lubią raczej się otwierać i rozmawiać, ale ogólne wrażenie zdecydowanie na plus.

Australia

Największym problemem przy pracy z Australijczykami był dla mnie ich angielski akcent. W szczególności kiedy trafił nam się klient z północnej części kraju. Po kilku miesiącach zniknęła bariera językowa i zniknęły również jakiekolwiek kłopoty. Klienci z Australii niewiele różnią się od Nowozelandczyków, czy klientów z RPA. Chyba nigdy nie zdarzyła się nam negatywna sytuacja z ludźmi z tych krajów.

Indie

Hmm… jakby to zrobić, żeby zachować trochę poprawności politycznej i nikogo nie urazić? Klienci z Indii potrafią nieźle wyprowadzić z równowagi. Pierwszy z brzegu przykład – grupa Hindusów wchodzi do restauracji, wnosi swoją butelkę whisky, zamawia porcję frytek i rozkazuje kelnerowi przynieść 4 szklanki do whisky + lód. Oczywiście wtedy mój kelner mówi, że jeśli chcą pić własny alkohol będziemy musieli doliczyć pewną sumę do rachunku i najczęściej albo całkiem rezygnują, albo jednak domawiają więcej jedzenia i normalnie płacą. Jednak niesmak pozostaje. Młodzi Hindusi też potrafią być wkurzający. Zdarzyła nam się grupa 14 młodych Hindusów, która weszła 5 minut przed zamknięciem. Spojrzeliśmy po sobie z obsługą i stwierdziliśmy, że dla tak licznej grupy możemy zostać trochę dłużej. Rachunek za całą grupę wyniósł nieco ponad 1000 thb (110 zł), czyli średnio jedna osoba wydała niecałe 8 zł. Niektórzy nie zamówili nic, a niektórzy wodę i nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że siedzieli ponad 2 godziny, pomimo tego, że delikatnie dawaliśmy znać, że chcielibyśmy już zamykać. Nie mam oczywiście żadnych uprzedzeń, jednakże różnice kulturowe sprawiają, że z Hindusami mamy trochę pod górkę.

Polska

Oczywiście w zestawieniu nie mogło zabraknąć naszych ukochanych rodaków. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony moim dotychczasowym kontaktem z Polakami w Tajlandii. Bardzo dużo osób odezwało się do mnie przez bloga, z wieloma udało mi się już spotkać.

Jest jednak pewna rzecz, na którą muszę zwrócić uwagę. Czasami zdarzają nam się klienci z Polski, którzy nie mają pojęcia, że jestem Polakiem. Czego można czasami posłuchać z ust naszych rodaków, to po prostu ręce opadają. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że jednak coraz więcej ludzi z Polski wyjeżdża na wakacje do tak odległych krajów i często da się usłyszeć piękne kurwowanie i chujowanie na całego w środku miasta, bądź nawet w restauracji. Nie ukrywam, że również ja kilka razy popełniłem ten błąd, ale poziom wstydu z tym związany na dobre wybił mi to z głowy.

Tajlandia

Ciężko wypowiadać mi się na temat Tajów, bo przychodzi ich do mnie bardzo niewielu. Tajowie w ogóle rzadko odwiedzają europejskie restauracje, no chyba że są z Bangkoku. I tak większość moich tajskich klientów, to młodzi ludzie z Bangkoku właśnie, którzy ogładą, kulturą, znajomością języków i inteligencją naprawdę potrafią zaimponować.

Izrael

Mamy sporo klientów z Izraela i nie wiem, czy jest to spowodowane tym, że wynajmujemy lokal w Izraelskiej okolicy, czy może tym że Izraelczyków jest tutaj po prostu bardzo dużo. To samo co u Rosjan, kamienne twarze. Zdarzają się też bardzo niezdecydowani klienci, ale jednak z Izraelczykami mamy raczej same szczęśliwe zakończenia.

Zdarzali się nam już klienci z Nigerii, Kataru, Filipin, Kazachstanu, Korei Południowej, Indonezji, Hong Kongu, Singapuru, Maroko, Brazylii, Argentyny, Portoryko, Meksyku i pewnie z jeszcze przynajmniej kilkudziesięciu krajów, nie ze wszystkimi wdajemy się w na tyle szczegółowe rozmowy. Restauracja w tak turystycznym miejscu to prawdziwa lekcja kultur wszystkich krajów świata i myślę, że na pewno taki kontakt przyda mi się w przyszłości.

Mam nadzieję, że nie wyszedłem w tekście na rasistę i osobę uprzedzoną, to oczywiście tylko moje subiektywne spostrzeżenia, a ludzie z każdego kraju świata są u nas mile widziani!

 

Źródło zdjęcia: https://tinyurl.com/y7xnuscj

Menu